Książki rządzą – aby za zakrętem było znacznie więcej niż lustro

„Światu nie mamy czego zazdrościć” B.Demick, czyli aktualny skansen totalitaryzmu

Napisany przez: MałGocha Książki Rządzą - sie• 03•13

światu_nie_mamy_czego_zazdroscicMyślałam, że o głodzie, okrucieństwie i praniu mózgów w imię dobra społeczeństwa wiem sporo. Do chwili, gdy przeczytałam reportaż Barbary Demick o Korei Północnej.

Rosjanie, którzy wypuścili spod swoich skrzydeł Kim Ir Sena, aby rządził Koreą, chyba nie zdawali sobie sprawy, że uczeń przerośnie mistrzów. W okrucieństwie, drobiazgowym wypełnianiu całego życia obywatelom i ich perwersyjnym unicestwianiu.

I w stworzeniu im raju, którego inne narody mogą tylko pozazdrościć. 

A G. Orwell mógłby pobierać nauki u kolejnych przywódców Korei, bo na tle zasad tego reżimu, jego Rok 1984 to jak spacer po plaży w ciepłą, jasną noc.

Kiedy byłam małą dziewczynką, do domu moich pradziadków/przechodzącego z pokolenia na pokolenie/ w 1986 r.zawitało dwóch koreańskich studentów. Wtedy dziwiłam się, jak w wakacje, na działce gdzie luz, słońce i błogość, mogą chodzić codziennie, od rana do wieczora, ubrani w oficjalny strój. A w klapie marynarek mają wpięty znaczek z podobizną Kim Ir Sena. I dlaczego zawsze chodzą we dwóch. Jak swoje cienie. Teraz mnie to nie dziwi.

Dziwi za to, jak znalezli się w tamtym czasie W Polsce i kto im pozwolił u Nas studiować. Musieli mieć bardzo wysoko postawionych rodziców i czystą krew.  

Reporterka pokazała z dużą rzetelnością i drobiazgowością kraj od kuchni. A to było o tyle trudne, że kolejni władcy absolutni, dziedziczący władzę, nie wpuszczają obcokrajowców dalej, niż do Pjongjang/stolicy/. A tam czeka na nich doskonale, perfekcyjnie, z przesadną dbałością o najmniejszy detal,  wyreżyserowany spektakl pt: jak cudownie żyje nam się w tym kraju mlekiem i miodem płynącym. Reporterką za każdym razem, gdy odwiedzała ten kraj natychmiast opiekowali się  specjalnie do tego wyznaczeni Koreańczycy. Musiała więc inaczej zdobyć wstrząsające fakty. I to zrobiła, wysłuchując ponad 200 historii zbiegłych uchodzców.

I to jest najmocniejsza zaleta książki. Pokazanie rzeczywistości państwa totalitarnego, wszystkich jego przedstawicieli, od lekarzy po chłopów, do jaskółczych sierot  poprzez snucie autentycznych historii kilku wybranych uciekinierów.

Jedno jest pewne – praktycznie przez większą część książki kipiałam od emocji. Żal, wściekłość, niedowierzanie, bezsilność, niemy krzyk. Cały czas zastanawiałam się, jak to możliwe, żeby taki skansen nadal istniał? Jak osoba rządząca, może być aż tak okrutna w stosunku do swoich obywateli? Jak można tak spaprać życie tylu milionom (sic!) ludzi? I to kilku pokoleniom? Jak można tak traktować dzieci? Jak, każdego dnia, można potwierdzać w całej praktycznej rzeczywistości, zdanie, że jedna ofiara to żal a tysiąc to już tylko statystyka. I z drugiej strony – jak niektórzy ludzie spoza Korei Północnej, mogą żerować na uchodzcach w taki sposób?

Może jestem naiwna, jednak takie zachowania/a jakie – znajdziesz czytając reportaż/ nie mieszczą się w moim systemie wartości. I kompletnie nie rozumiem, jak mogą się znalezć w repertuarze ludzkich zachowań.

Zaczęłam też zastanawiać się jak to możliwe,  że ten skansen nadal istnieje? Korea Północna w swej reżimowej postaci,  przetrwała zburzenie muru berlińskiego, rozpad Związku Radzieckiego, reformy rynkowe w Chinach, śmierć Kim Ir Sena, głód w latach dziewięćdziesiątych oraz dwie kadencje prezydentury George’a W. Busha. I myślę, że gdyby nie mieli broni jądrowej, koszmar milionów skończyłby się już dawno temu.

Jednocześnie, paradoksalnie, podziwiam sposób w jaki skonstruowano inwigilowanie obywateli. Jak zostało to przemyślane w najdrobniejszych szczegółach. Tak, żeby obywatel prosił nawet o możliwość złapania głębszego oddechu. 

Zdaniem obrońców praw człowieka sytuacja obywateli pod względem przestrzegania podstawowych praw jednostki należy w Korei Północnej do najgorszych na świecie (Kay Seok, Human Rights in North Korea (ang.), The Korea Times, 17 lutego 2009, [dostęp: 21 listopada 2010].

Co można zrobić, gdy lekarz patrzy na umierające dzieci a nie ma nawet podstawowych lekarstw? Gdy obowiązkiem zawodowym jest zbieranie ziół i oddawanie krwi i kawałków swojej skóry do przeszczepów (tak, tak, dokładnie!). I gdy nie dostajesz za to ani jedzenia ani pieniędzy. A trafisz z pewnością do koszmarnego obozu, gdy opuścisz pracę na kilka dni? Gdy możesz trafić na wiele lat do gułagu, z którego już najprawdopodobniej nie wyjdziesz, tylko za to, że po śmierci Wielkiego Prezydenta władza nie widziała łez i bólu na twojej twarzy? I co ma zrobić człowiek, kiedy dosłownie nie ma co jeść – nawet nie ma trawy i ptaków wokół a podróżowanie pomiędzy miastami (sic!) bez zgody jest zakazane.

A to tylko ułamek życia w Korei Północnej.

Naturalną konsekwencją lektury tej książki, było sięgnięcie również po zapiski z dziesięciu lat w północnokoreańskim gułagu, czyli po „Usta pełne kamieni” Kanga Czholhwanausta_pelne_kamieni

Już po wstępnym przejrzeniu tej książki nie jestem pewna, czy, z racji okrucieństwa, doczytam do końca. A jestem raczej z tych mocno odpornych i silnych kobiet.

A poniżej film, który może dopełniać reportaż Barbary Demick. 

 

W każdym razie,reasumując, kawał dobrej, kilkuletniej pracy reporterskiej.

Książkę polecam szukającym prawdy. Zaczytującym się w literaturze lagrowej, łagrowej. I tym, którzy chcą zobaczyć, jak duże jest dno człowieczeństwa. Przyszłym mamom, czekającym właśnie na swojego bobasa odradzam lekturę książki i odłożenie jej na czasy po ciąży.

Komentarze

comments

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge