Książki rządzą – aby za zakrętem było znacznie więcej niż lustro

Przeczytać 366 książek w 366 dni

Napisany przez: MałGocha Książki Rządzą - sie• 07•13
jeff-ryan

Jeff Ryan Fot:http://bubblepipe.net/guests/

W zeszłym roku, Jeff Ryan wymyślił sobie, że przeczyta 366 książek w ciągu jednego roku.

I…udało się. Pikanterii dodaje fakt, że to…całkiem normalny facet. Pracuje, ma żonę i nawet dwie córki.

I, oczywiście jest pisarzem.

Dlaczego właśnie takie postanowienie? Zauważył, że lista książek, które chce przeczytać ciągle rośnie. Jest jak hydra – odrąbujesz jedną książkę a tu następna wskakuje na jej miejsce. Nie mógł więc znieść myśli, że dopiero na emeryturze, gdy z repertuaru dnia odejdzie większość obowiązków, będzie mógł naczytać się do woli. Stwierdził więc, że nie będzie czekał tak długo i zaczął od postanowienia noworocznego.

Tu znajdziesz całą listę pozycji, które przeczytał: [lista przeczytanych książek]

Jak to zrobił? Nie rezygnując z życia rodzinnego i obowiązków zawodowych.

Przede wszystkim skupiał się bardzo na tej jednej czynności, eliminując wszystko to, co zbędne. Zrezygnował z oglądania telewizji, wszędzie tam, gdzie mógł słuchał audiobooków.

Nie tracił czasu na przeglądanie serwisów społecznościowych. Czytanie wypełniało mu dosłownie każdą wolną chwilę.

Podstawową reguła było też czytanie krótkich książek. W tym również komiksów. Jednak trafiały się też opasłe tomiska.

W tym roku jego cel jest… łatwiejszy: to tylko 365 książek w rok, nie 366,  postanowił Jeff Ryan.

Marzyłem, stwierdził Jeff Ryan, że na emeryturze może będę w stanie czytać książkę dziennie.

Okazuje się, że nie trzeba czekać.

Co o tym sądzisz? Czy rzeczywiście hipoteza, że jak już się czyta to albo książki dobre jakościowo albo stawia się na ilość. A może teza dużo dobrych jakościowo jest słuszna?

Mistrz S.King czyta 150 książek rocznie. Czy rzeczywiście wybiera ilość, pomijając jakość? Nie wiem, to ciekawy wątek do sprawdzenia 😉

Ja, zaniżając w ostatnich latach swoją średnią czytelniczą, nie podskoczę, również w tym roku, raczej za dużo powyżej 50 pozycji w rok. Wiem też z doświadczenia, że pracując i mając dzieci, nie tylko pod opieką babć, opiekunek i Zastępu Pomagających, serwując codziennie dwudaniowe obiady, można czytać.

Szczerze mówiąc, nie bardzo widzę opcję czytania aż książki dziennie. No i czy to jest takie koniecznie?

Czy to ma jakieś znaczenie?  Zastanawia mnie też, czy rekordzista wychowywanie córek, ograniczał przez rok do… czytania im na dobranoc.  A jak jest z Tobą w tej kwestii? Co o tym sądzisz?

 

Komentarze

comments

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

12 Komentarzy(e)

  1. lu. pisze:

    Studenci filologii polskiej pewnie nie takie rzeczy musieli! 😉 Ale tak serio, to dla mnie porwanie się na taką inicjatywę skończyłoby się na zaniedbaniu wszystkiego co ważne, a koniec końców – zniechęciłabym się do czytania. Czasem zdrowo jest odpocząć od książek :)

  2. kasjeusz pisze:

    Ja to nawet nie liczę, ile czytam, liczy się moja satysfakcja i mój rozwój, nie ilość tytułów wykreślonych z listy „do przeczytania”. Oczywiście, jeśli ktoś lubi takie statystyki i wyzwania, jeśli go mobilizują, nie ma w tym nic złego i nie zamierzam tego krytykować. Ja po prostu wolę inny system (czy też raczej brak systemu). 😉

    • MałGocha pisze:

      Najważniejsze aby potrzeba, jakkolwiek zdefiniowana, a związana z czytaniem, była zaspokojona. Nieważne w jaki sposób (oczywiście myślę tylko o tych rozwijająco-wspierających, pozytywnych) czy w jakim systemie. Tak myślę 😉

  3. Witam ciepło:-) Najpierw króciutko, że już się połapałam jak to u Ciebie z tymi komentarzami jest:-) Po prostu za dużo mi było tych ikonek i że najpierw mam napisane, iż 0 komentarzy, a tu pod spodem 2 komentarze… ale to ja taka zacofana technicznie jestem.
    Co do 366 i 365 książek przeczytanych w roku… Nie pasuje mi ten pomysł. Wątpię czy jakość czytania, nie mówiąc już o jakości książek (choć bynajmniej nie neguję pozycji komiksowych, bywają i naprawdę ciekawe i wartościowe) był także trzycyfrowy. Sama czytam sporo, a były czasy, gdy miałam możliwość czytać całymi dniami i nocami i… książki się po prostu w głowie mieszają, zazębiają. A nawet z lekka ogłupiają człowieka. Jeśli ów czytelnik na ilość, w tym samym czasie zamykał tą przeczytaną, a otwierał tą do czytania, to nie wierzę, że tak naprawdę cokolwiek z nich przyswoił, wchłonął, przemyślał. A poza wszystkim… taki pomysł to odzieranie czytania i książek z magii, i z… rozkoszy czytania:-)Przemilczę już „osierocenie” rodziny i przyjaciół:-)
    A może po prostu jestem zazdrosna:-) i zbyt krytyczna:-)
    Pozdrawiam ciepło:-)

    • Pokój książek pisze:

      Edyto, też, całkiem bez zazdrości 😉 tak sobie myślę, że gdybym miała czytać według takiego kodu – straciłabym serce do czytania.

      Z drugiej strony – każdy dobry pisarz daje żółtodziobom radę, aby dużo, bardzo dużo czytali. Wiadomo też, że im więcej ćwiczeń, tym wyższe mistrzostwo. A ponoć, aby być ekspertem w danej dziedzinie potrzeba 10 000 godz. ćwiczeń …
      Więc z pewnością czytać dużo, moim zdaniem nie zaszkodzi – jednak też myślę,że czytanie na akord mija się odrobinę z celem, słonecznie Cię pozdrawiam Małgosia

  4. Ola pisze:

    Chęci szlachetne, ale czy słuchając audiobooków rzeczywiście czytamy? Dla mnie to tak, jakby mówić, że się czytało powieść, oglądając ekranizację. Hmmm, może się czepiam :) W każdym razie ja cieszę się, kiedy uda mi się powieść w dwa tygodnie skończyć. Dom, dziecko, mąż. Dość absorbujące.

    • MałGocha pisze:

      Fakt – sterty obowiązków potrafią podciąć skrzydełka czytelniczego motyla 😉
      Ja jestem na etapie, że już uznaję audiobooki i ebooki – i w tym sensie czerpięz każdej opcji. Jednak kiedy mam wybór: czytać dotykając papieru a słuchać czy czytać z ekranu – zawsze wybieram papier.

  5. GOSki pisze:

    No dokładnie, audiobooki…. bez sensu! Książka przeczytana liczy się wtedy, gdy od deski do deski sami ja przewertujemy. A z obowiązkami, które wypełniają każdy dzień, to czytanie to relaks i przyjemność, na którą niestety tylko czasem można sobie pozwolić…

  6. Beata pisze:

    Też chciałabym czytać jedną książkę dziennie, a może jedną na kilka dni. Nie wiem, czy to kwestia organizacji, mobilizacji, czy dobrych chęci. Jeżeli ktoś jest zaangażowany w życie rodzinne, nie jest w stanie czytać tak dużo. Mam koleżankę, która „połyka” książki. Pracuje na dwa etaty i znajduje czas na czytanie. Jak to robi? Czyta w pracy kiedy nie ma klientów.
    Niestety ja nie mogę czytać w pracy. Przez 8 godzin mam co robić. Po pracy szybko do domu ugotować obiad, ogarnąć mieszkanie, sprawdzić lekcje dzieciom, zawieźć je na zajęcia dodatkowe, zrobić zakupy…Do tego mnóstwo innych małych, średnich, dużych obowiązków. Większość dni to walka z czasem. Czas oddechu – 1 w nocy. Gdzie czas na czytanie (nie biorę tu pod uwagę czytania dzieciom przed snem, bo to się zdarza dość często).
    Nie wierzę w to, że rodzic, który bardzo dużo spędza czasu z dziećmi, pracuje, prowadzi dom, skupia się na zdrowym odżywianiu i utrzymaniu dobrej kondycji, jest w stanie czytać jedną książkę dziennie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge