Książki rządzą – aby za zakrętem było znacznie więcej niż lustro

Opowieść podręcznej, czyli orwellowskie piekło kobiet

Napisany przez: MałGocha Książki Rządzą - kwi• 17•13

opowiesc_podrecznejNie dałam się porwać tej książce jakoś szczególnie. Raczej jej czytanie było jak przepłynięcie małą łódką po spokojnej rzece. Może spodziewałam się po niej czegoś więcej?

Odniosłam też wrażenie, że jej głównym celem nie była prezentacja treści, czysta rozrywka, tylko sprowokowanie do myślenia przynajmniej na kilka tematów. Niezbyt wygodnych. Tak, jakby właściwa treść zaczęła się wraz z ostatnią kropką na ostatniej stronie.

Głównym wątkiem, poza działaniem człowieka w systemie totalitarnym,  jak dla mnie, jest kobieta  i jej naturalna seksualność, mocno wiążąca się z prokreacją oraz więzi kobiece. A także odwieczny wpływ systemu patriarchalnego na naszą kobiecą wolność.

Jak dalej żyć? – pyta Podręczna. Dziecko zabrane, mąż prawdopodobnie zabity, dostęp do wiedzy odcięty. Wolność, rozumiana na różne sposoby zabrana. Co celowo bezimienna, z dokładnie wyznaczoną rolą w nowym systemie kobieta,  zrobiła w tej sytuacji?

 Pewnego dnia, w dużym kraju, w którym drastycznie spada liczba urodzeń nowych obywateli – tu w USA, z godziny na godzinę zamrożono wszystkim kobietom dostęp do ich kont bankowych oraz równocześnie wyrzucono z pracy. Wojsko przejęło władzę. Wokół skażone środowisko, wszystko radioaktywne. Od teraz kobiety mają żyć dokładnie według wyznaczonych przez nową władzę wzorców.

Wybrane, jak Podręczna, mają rodzić tylko dzieci. Inne mają prowadzić domy, gotując, sprzątając. A te zajmujące najniższe miejsce w hierarchii, niekobiety, pracują przy oczyszczaniu skażonego terenu. A cały system działania mocno oparty na dosłownym interpretowaniu Biblii. Zgodnie z ideą:

Kobiety zjednoczone we wspólnej sprawie! Wspierając się nawzajem w codziennych obowiązkach, we wspólnym marszu przez życie, wykonując powierzone im zadania. Niby dlaczego jedna kobieta miałaby brać na siebie wszystko, czego wymaga zapewnienie domowi spokoju i pogody? Byłoby to nierozsądne i nieludzkie. Wasze córki będą miały więcej wolności. 

Brzmi kusząco,  prawda? Sama już przynajmniej kilkukrotnie mówiłam, że dobrze by było mieć żonę, która przejmie część obowiązków.

W pewnym sensie to sposób na pozbycie się singielek dających ogłoszenia matrymonialne, bezdzietnych kobiet po trzydziestce, samotnych matek żyjących z zasiłku. To sposób na to, aby czasy, kiedy matki wychowujące tylko dzieci,

i zajmujące się domem nie cieszyły się żadnym szacunkiem (znamy to z obecnych obrazków, prawda?) przeszły do lamusa.

Więc rozwiązaniem, według idei systemu przedstawionego w książce było odarcie stosunków damsko-meskich z miłości, sprowadzenie roli kobiety do prokreacyjnej

oraz wprowadzenie ścisłej struktury funkcjonowani kobiet w społeczeństwie.

Czyli wracamy do czasów sprzed rewolucji feministycznej – i to nawet w wersji maksymalnie podkręconej. Co przypomina trochę obecne funkcjonowanie kobiet w krajach arabskich i afrykańskich, prawda? Nic nowego, chce się rzec.

I nadinterpretując, być może, warto zwrócić baczniejszą uwagę na to, jak nadal w XXI w. tuż obok nas traktuje się jeszcze kobiety. Jak często same siebie traktujemy.

Może warto coś z tym zrobić? Czy rzeczywiście obecna opcja, kiedy kobieta wyzwolona chce godzić wiele ról, staje się jednak utopijna? Bo spada liczba urodzeń a kobiety zaczynają chodzić na wojnę, jakkolwiek to rozumieć? Czy za jakiś czas mężczyzni będą chcieli zrobić przewrót? Jak w książce?

I automatycznie nasuwa się pytanie – po co był przewrót? Dla mężczyzn, odpowiada autorka. Bo rola mężczyzny została w zasadzie sprowadzona do czystej prokreacji oraz do… zarządzania kobietami.

Główny problem wcale nie dotyczył kobiet, tylko mężczyzn . Bo już nic dla nich nie zostało. Bo już nic nie czuli. Tak to określa podczas tajemnych schadzek z Podręczną, Komendant.

To co mnie również zaintrygowało, to pytanie, po co stwarzać system, w którym każdy z obywateli jest przegrany i nieszczęśliwy? Ta nowa wersja żadnej z płci nie przynosi szczęścia. I tu odniosłam wrażenie, że kluczem jest wolność finansowa oraz zawodowa. I dopiero po spełnieniu tych warunków możliwa jest autentyczna, swobodna, równa miłość. Bez zależności, wzajemnego wykorzystywania i bez potrzeby sprawiedliwej wymiany – coś za coś. Tylko startując z równej pozycji, możemy mieć szczęśliwe związki i zakładać szczęśliwe rodziny.

Po odłożeniu książki zaczęłam zastanawiać się też, czy rzeczywiście my kobiety, potrafimy żyć jak dawniej w plemionach pierwotnych – w kręgach kobiet, wzajemnie się autentycznie wspierając?

Bez zdrady, zawiści? Im jestem starsza i im więcej obserwuję, tym mniej w to wierzę. Wystarczy przeczytać kilka blogów, z których tęsknota za kobiecą wspólnotą wylewa się z każdego zdania. A i sama autorka podważa wykonalność kobiecej solidarności i – jak nazwała, działania zespołowego. 

Margaret Atwood podała też w książce przepis na totalitaryzm. Jednak, jak dla mnie, tylko się o ten system ocierając. (…)aby system totalitarny czy w ogóle jakikolwiek system dobrze działał, trzeba zapewnić przynajmniej nielicznym grupom uprzywilejowanych jakieś korzyści i swobody w zamian za to, co się im zabrało.  

Znalazłam tu też odniesienie do holocaustu – wspomnienie powieszonego na murze Żyda.

Autorka wyszła z założenia, że wiedza to pokusa. .. Upadek pierwszego człowieka było to przejście od nieświadomości do wiedzy. Piekło zapewniamy sobie sami. 

mararet_atwood

Margaret Atwood
fot. www.anhelli-anhelli.blogspot.com

I pomimo dobrodziejstw rozwoju, moim zdaniem to jest zapalnik naszej przyszłościowej zagłady. Chcemy więcej – i w tej ekspansji chyba zatracamy granice. O czym myślę?

A choćby o coraz doskonalszej wymianie narządów, o transgresji. Z jednej strony to dobrze, bo pozwoli dłużej żyć – jednak do którego momentu będziemy jeszcze ludzmi a w którym zaczniemy przypominać roboty z wymienialnymi częściami? Gdzie w tym będą emocje? Czy pozostaną?

O przysmakach preferowanych przez bogatych, w postaci ludzkich embrionów. O wszechogarniającej nas chemii, która zaczyna stanowić naturalny element składowy naszego ciała.  O braku pokory dla natury. Itd, itp.

I kolejna refleksja – czy nawet w państwie demokratycznym, chociażby w naszym kraju nie wykonujemy pustych gestów? Żyjemy namiastką życia – z dnia na dzień wegetując? Wiedząc, jak Podręczna, że poza rytuałami i – dosłownie spełnieniem roli prokreacyjnej, nie czeka nas nic więcej?

Czy wizja dystopii z  Opowieści podręcznej,  nie zaczyna dziać się przypadkiem już w pewnym stopniu na naszych oczach?

Pewną opcją podręcznych, reproduktorek są obecnie surogatki. Podręczne nie miały wyjścia, taki był system. Jednak, czy wejście w podobną rolę, kobiety użyczającej macicy z powodu biedy czy ubóstwa, zwłaszcza w systemie demokratycznym, to nie jest przypadkiem pewna forma zniewolenia?

A idąc kawałek dalej – czy kredyty na 30-40 lat, to nie jest oddanie w pewnym sensie znacznej części swojego losu temu, na co nie mamy większego wpływu?

Kilkukrotnie wypowiadane zdanie  Nolite te bastardes carborundorum ( co to oznacza – odpowiedż jest w książce) – może dotyczyć wezwania do walki z totalitaryzmem w państwie ale też z brakiem równouprawnienia pomiędzy implikacjami wynikającymi z ról kobiety i mężczyzny.

Warto zwrócić uwagę, że książka otrzymała nagrodę im. Arthura C.Clarke’a dla najlepszej powieści science fiction.

A krytycy zobaczyli w niej odpowiedż autorki na rządy Ronalda Reagana, a zwłaszcza na jego zapędy do ograniczania emancypacji kobiet.

Moja ocena, głównie za mnogość refleksji, do jakich zmusiła mnie lektura 4+/6

Komentarze

comments

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge