Książki rządzą – aby za zakrętem było znacznie więcej niż lustro

Milcząc z ustami pełnymi kamieni, czyli 10 lat w gułagu

Napisany przez: MałGocha Książki Rządzą - wrz• 11•13

usta_pelne_kamieniCzytanie książki, która miała traktować o dziesięciu latach w północnokoreańskim gułagu było naturalną konsekwencją tej lektury (tu refleksje).

Wiele sobie więc obiecywałam. Poprzedniczka Ust zmroziła mnie do tego stopnia, że mając informację o tym, iż w przymusowych obozach pracy, których w Korei nie brakuje, jest jeszcze gorzej (aż trudno uwierzyć, że to możliwe, i że dzieje się dziś, kawałek od nas –  a jednak), spodziewałam się rzetelnego reportażu (jak u Demick), faktów, faktów i wielu emocji. Czy to znalazłam?

Może apetyt był zbyt duży, może styl pisania inny. W ustach, będących relacją ośmioletniego chłopca z dziecięciu lat pobytu w obozie nr 15, w Jodok, przede wszystkim  znalazłam ogromny dystans. Może o to właśnie chodziło? Żeby podać historię na zimno, bez emocji? Bo tylko tak można (jeśli można) przeżyć gułag koreański – kompletnie się dystansując. Czyszcząc się z przeżywania maksymalnie. Do tego stopnia, że patrzenie na  śmierć własnej matki nie robi wrażenia. Bo takie są konsekwencje (jedne z wielu),  codzienności obozowej.

Ja zrozumiałem tam po prostu tyle, że istota ludzka może być bezgranicznie zła. Nauczyłem się tam także, że w obozie koncentracyjnym zacierają się różnice społeczne. Wreszcie, jeśli przed pobytem w Jodok mogło mi się zdawać , że człowiek czymś się różni od zwierzęcia, to teraz taki pogląd wydawał mi się już nie do utrzymania. W obozie różnica między nimi zaciera się tak bardzo, że nawet rodzice, kiedy są głodni, potrafią kraść żywność swoim dzieciom, czego chyba nie robią zwierzęta. Widziałem także w ciągu dziesięciu lat wielu umierających ludzi. Nie zauważyłem, aby ich śmierć różniła się czymś od śmierci zwierząt. („Usta pełne kamieni” Kang Czholhwan, str. 158)

 

Tu i ofiara i kat bezpośredni (strażnicy, i kolejni zarządcy sektorów obozowych) są ofiarami. I Kang Czholhwan to dobitnie pokazuje.

Książka w mniejszych stopniu, dla mnie, jest drobiazgowym zapisem katorgii. Raczej spojrzeniem z lotu ptaka, na pewien system. Na to, co się dzieje z człowiekiem, rodziną w wyniku wszelkich, drobiazgowo przemyślanych działań, których cel jest jeden: zamienić człowieka w maszynę, która w strachu, bez kosztów będzie pracowała na rzecz kraju – w tym przypadku na rzecz panującego.

O ile w książce Barbary Demick utożsamiałam się z bohaterami bardzo, płakałam nad nimi i z nimi o tyle w Ustach zaczęłam patrzeć na problem z innej perspektywy. 

Zadawałam sobie szereg pytań. I dostrzegłam, że problem narodu północnokoreańskiego nie skończy się z chwilą ucieczki lub zmiany władzy. Ci ludzie kompletnie nie są przystosowani do życia w naszych czasach. Wczasach demokracji i potrzeby samodzielnego myślenia.

Dlaczego nadal ten system się utrzymuje a wnuczek Kim Ir Sena miewa się nadal jak pączek w maśle? Wiadomo. Broń nuklearna.

Dlaczego inne państwa nie przejmują władzy? Panuje przekonanie, że w Korei Północnej nie ma już nic. Same góry, ogołocona, prawie bezpłodna ziemia.

Nic bardziej mylnego.

W przeciwieństwie do swojego południowego sąsiad, Korea Północna posiada dość znaczne zasoby surowców mineralnych i paliw, chociaż nie ma ropy naftowej. Kopalnie węgla pokrywają 90% potrzeb energetycznych kraju. Inne surowce mineralne to: rudy żelaza, miedź, ołów, cynk, wolfram, grafit i 50% światowych zasobów magnezu. (źródło)

Jak więc pomagać temu krajowi, w którym głód to standard a człowiek jest mniej wart niż ziarnko piasku? To pytanie nie daje mi spokoju.

Wysyłając żywność, pieniądze? Absolutnie nie. Podobnie jak z krajami afrykańskimi – takie rozwiązanie ma krótkie i niebezpieczne nogi.

W przypadku Korei – tylko garstka tego jedzenia trafi do głodnych. Reszta będzie wspomagać działania Boga Narodu…

Za te środki będzie kupiona broń albo zostaną zorganizowane z ogromnych rozmachem i na bogato, pokazowe uroczystości z okazji, które nigdy się nie kończą a będą sławić Kochanego Przywódcę. Troskliwego Ojca Narodu.

I utrzymywać reżim, żywot jedynej dynastii komunistycznej na świecie.

Jak więc pomóc? Jak pomagają uciekinierzy, którzy, w większości znajdują schronienie w Korei Południowej?

Aktywne informowanie Koreańczyków z południa o sytuacji na świecie (i uświadomienie im, że delikatnie mówiąc mają złe informacje na temat swojego kraju) oraz odwrotnie – uświadamianie światu, że istnieje nadal taki skansen jak Korea Północna, w którym łamanie praw człowieka to chleb powszedni.  I edukacja przez duże E.

Tak, żeby nikt już nie musiał milczeć z kamieniami w ustach …

Dla uzupełnienia tematu – reportaż z obozu koncentracyjnego nr 14 (jednego z wielu).

Komu polecam Usta? Oczywiście obowiązkowo dla zaczytujących się w literaturze obozowej. A tym, którzy dopiero chcą wejść głębiej w temat Korei Północnej – polecam w pierwszej kolejności – Światu nie mamy czego zazdrościć  a dopiero później Usta. 

A ja, idąc za ciosem, odbieram dziś z biblioteki  Zupę z trawy: dziennik z chińskiego gułagu – Zhang Xianlianga 😉

Komentarze

comments

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

6 Komentarzy(e)

  1. Adam pisze:

    Bardzo mocna książka

  2. Rafał pisze:

    To dobrze, że pojawiają się na rynku książki, które przedstawiają rzeczywistą sytuację w Korei Północnej. Niestety prawdą jest to, że ludzie w Korei Północnej są obecnie nieprzystosowani do życia w warunkach gospodarki wolnorynkowej. Dlatego niestety zmiana tej sytuacji będzie wymagała zapewne wielu lat ewolucji tego systemu.

    • MałGocha pisze:

      Też tak uważam, Rafale. I wiedzą o tym doskonale ludzie z Korei Południowej, zajmujący się przystosowywaniem uciekinierów /i w pewnym sensie swoich rodaków/do normalnego życia, w demokratycznym państwie.
      Z tego właśnie względu „uciekinierzy” są na minimum 3 miesiące umieszczani w specjalnym ośrodku adaptacyjnym. Tam, poza sprawdzaniem ich tożsamości i tego, czy czasem nie szpiegują, uczą się no. jak korzystać z bankomatu itd. itp.

      Jednak, medal ma zawsze dwie strony. Zobacz jakim potencjałem dla wszelkiej maści instytucji (choćby dla banków) jest taki dziewiczy kraj.
      A do tego z mieszkańcami kompletnie nieuświadomionymi. No i te zasoby oraz nadal, około 23 ml. ludzi do pracy za grosze, itd. Nic nie jest proste.

  3. mariusz pisze:

    jakoś sobie nie wyobrażałem że takie sytuacje w tym Kraju są normalne, nieźle to wszystko filtrują i dzięki uciekinierom możemy się dowiedzieć prawdy, myślałem że to już się skończyło :(

    • MałGocha pisze:

      Mariusz – bo trudno uwierzyć, że istnieje jeszcze taki skansen. Taki bolesny skansen a obecny przywódca miewa się nadal dobrze…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge