Książki rządzą – aby za zakrętem było znacznie więcej niż lustro

„Kochanie, zabiłam nasze koty” – czyli prowokatywne NIC

Napisany przez: MałGocha Książki Rządzą - sty• 15•13

Taką Masłowską kupuję. Po dwóch naszych niezbyt udanych i pospiesznych spotkaniach, to było owocne. Bez ekstazy, ale z pełnym wysłuchaniem co chcemy sobie powiedzieć, bez przerywania.

Urzekła mnie dojrzałością. Polubiłam zdystansowanie, poczucie humoru, ironię i przede wszystkim formę.

Formę – która dla mnie wpisuje się również w treść. Coś jakby już samo opakowanie tak mnie ucieszyło, że nie chciałam go wyrzucać – i nawet nie musiałam już zaglądać do prezentu. I tak sobie myślę, że Dorota Masłowska i Karpowicz wiele wspólnych kolacji mogliby przegadać… zatapiając się w inteligentnej, ironicznej, miejscami może zbyt cynicznej, dyspucie.

Jednak ja taką wiązankę kupuję. Zwłaszcza, że zdarzyło mi się głośno zaśmiać w kilku miejscach.

Książka nie jest, dla mnie, wybitna ale co najmniej dobra, jeśli nie bardzo dobra.

Odnoszę wrażenie, że każde zdanie zostało tu mocno przemyślane. Może też z tego względu książka do obfitych objętościowo nie należy. O czym więc tym razem u Masłowskiej?

Ja znalazłam tu szersze spojrzenie przede wszystkim na samotność, brak wolności osobistej oraz obejrzałam kryzys tożsamości, stylu i jakości życia.  Podejrzałam brak głębszych relacji z innymi ludzmi. Brak innych, poza sieczką fastfoodową wypełniaczy życia. Szybka impreza, zahlanie, seks w ubikacji, miłość bez miłości. Rozmowa z przyjaciólką zamknięta w 160 znakach smsowych. Albo we wspólnym myciu twarzy żelem antybakteryjnym.

Wielkie NIC. Nic – wypełniające nasze życie. Bez jakości. To co było – i co jest potęguje naszą samotność. Samotność, która chce krzyczeć autoagresywnymi okaleczeniami, żelem antybakteryjnym (który nie pomaga), kursami jogi, narkotykami, alkoholem, związkami bez bliskości i miłości, przyjaznią bez przyjazni, na zasadzie:

Och, nie zaprzątajmy sobie głowy twoimi głupimi odpowiedziami!

I najgorsze, że to wielkie NIC, zamiast znikać rozrasta się jeszcze bardziej. I najgorsze, że nie ma odtrutki. Na WIELKIE NIC – nic nie pomaga. Nawet a może przede wszystkim wiara też już nie spełnia swojej roli:

Kościół, kościoły są takie romantyczne, cudownie bezsensowne. Mam totalną religijną fazę. Byłam buddystką, ale czy to nie 

staje się ordynarne? Nuda, kogo nie spytasz – „lecę na odosobnienie, przepraszam”. Zrobili z tego dodatek do kolonoterapii. Kościół zaczyna mi się podobać. To ponuractwo, to sztywniactwo, te złocenia, kompletny odpał.

Tylko nie mogę się zmobilizować, bo w niedzielę zawsze mam najgorszego kaca. Chociaż nie opowiada mi, że ludzie religijni nie mogą używać gumek. To chore, jak właściwie zabezpieczają się przed AIDS?

Dostało się również artystom i sztuce. Szczyt sztuki to włożenie sobie gałązki bazylii w cewkę moczową. Oni również nie wnoszą niczego świeżego, rozwijającego i twórczego do życia innych:

Na co pójdziemy?  NA KRWAWY OJCZYM 2? Na  ZJEDZ MÓJ MÓZG CHOCHLĄ, TYLKO SIĘ NIE ZACHLAP? – mogła odpowiedzieć mu wtedy Fah.

Rozrośnięta do granic absurdu konsumpcja, z wszelkimi poczwórnymi, poszóstnymi frytkami – również jakoś nie chce wypełnić wielkiego NIC i nie przynosi ukojenia.

A, że każda próżnia musi się wypełnić – ta nasza pustka wewnętrzna też musi. Tylko czym?

Pomimo tego – sposób, w jaki o tym opowiedziała Pani Dorota nie wrzucił mnie do wora z depresją. To raczej, gdybym miała nazwać prześmiewczy styl prowokatywny. Taki, który pozwala na szybkie dostrzeżenie absurdów własnego dnia codziennego. I właśnie dlatego, że absurdalnie – tym szybciej pozwala dostrzec własną sytuację. Przez śmiech. I szybciej zobaczyć wszystkie kolory dna.

Więc gdzie jest ratunek? Nadal w nas – więc może nigdzie? Myślę, że odpowiedzią mogłaby być inna książka – Teoria bezwzględności  Beaty Pawlikowskiej (tu recenzja).

Komu polecam?

Wnikliwym, zdystansowanym – do siebie i świata obserwatorom. Lubiącym ironię, autoironię z domieszką inteligentnego cynizmu. I wszystkim miłującym poetycki język i zabawy lingwistyczne. No i tym, którym dotychczas nie podeszła Masłowska, w ramach eksperymentu.

Moja ocena: 4+/6 

Komentarze

comments

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

Jeden Komentarz

  1. Imani pisze:

    Moze kiedys, w ramach eksperymentu, faktycznie sie skusze. A przynajmniej nie bede omijac :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge