Książki rządzą – aby za zakrętem było znacznie więcej niż lustro

Klub samobójców, czyli co zrobisz jutro, aby żyć?

Napisany przez: MałGocha Książki Rządzą - lut• 07•13

klub_samobojcow_koziarskiZaczęło się od tego, że przyciągnęła mnie, sama nie wiem czym. Tytuł – pomyślałam, prowokuje ale też rodzi skojarzenia, że może być depresyjnie. Samobójcy, klub, ludzie, którzy chcą się ciąć, rzucać z mostów, krzyczeć o pomoc łykając tabletki – chyba to nie jest to, o czym chcę czytać, dodałam w myślach. Już miałam ją zostawić. Odłożyłam na półkę. I znów zabrałam. Sama nie wiem, dlaczego. Zwłaszcza, że zaczęłam czytać dwie inne, apetyczne, ceglaste książki. Ta, wpadła więc nadprogramowo.

Może przyciągnęła mnie okładkowa prośba o pomoc? Wydawca wykorzystał tu zdjęcie fotografa Kutaya Tanira (tu strona z jego pracami). Jednak, jakimś paradoksalnym magnesem – bo mnie akurat ona nie podeszła.

A do tego autor, którego nie znam. Nawet ze słyszenia. I cóż, nie żałuję tego spotkania.

Samą treść wypełniają cztery główne historie. Kilkanaście postaci, których losy, wbrew pozorom, logicznie i zgrabnie stopniowo się ze sobą łączą.

Czas spędziłam więc w towarzystwie maksymalnie autoironicznego, cynicznego i trochę zblazowanego psychoterapeuty. i to takiego, od którego ludzie oczekują gotowych rozwiązań, najlepiej podanych na złotej tacy i odpowiedzi na pozornie proste pytanie: jak żyć? I to najlepiej, żeby odpowiedz zatrzymywała pacjenta w jego strefie komfortu. Zgodnie z zasadą: niech w końcu ktoś zrobi coś za mnie. Bo tak wygodniej i bezpieczniej. Dla mnie ta historia i ten wątek, to również klasyczny popis terapii prowokatywnej.

Obserwowałam też wykładowcę uniwersyteckiego – Michała. Zmęczonego i rozczarowanego życiem, mocno zainteresowanego suicydologią w praktyce. Tak mocno, że w wolnych chwilach czatuje z członkami internetowego klubu samobójców i…

Bliżej poznałam Magdę – która dyplom politologa zamieniła na wszelkie prace poniżej jej możliwości. A z czasem nawet już poza wyznawanymi wartościami. Zobaczyłam jej drogę od zmywaka w Londynie, poprzez zdobytą przez łóżko, pracę asystentki, na grze w filmie porno kończąc. Zaczynasz od zera albo stajesz się zerem- opisuje Londyn, jednocześnie podsumowując siebie samą. Dla mnie to postać najbarwniejsza. Bo, chociaż często boleśnie i z negatywnymi konsekwencjami, codziennie siebie zabijając – jest najbliższa dotarcia do sedna i sensu własnego życia.

Byłam też świadkiem zrywającego coraz bardziej z realnym osądem faktów debiutanta, bezrobotnego pisarza Maćka. Maćka, który zaciął się w swojej wizji pokazania światu swego wątpliwego talentu artystycznego.   A wszystko dzieje się dziś, w Polsce, i dziś w Anglii, może tuż za ścianą.

Czym mnie więc uwiódł Pan Daniel Koziarski? Jak sam siebie określił na blogu pisarz, prawnik, bloger. W dowolnej kolejności. 

Trzema rzeczami. Soczystym, zgrabnym językiem i ewidentną znajomością rzemiosła pisarza. I to pisarza wnikliwie obserwującego rzeczywistość, satyrycznego i do bólu szczerego. Zamiatanie pod dywan w jego wydaniu odpada.

Zaskakującym, a mnie nie tak łatwo już zaskoczyć, i to podwójnie, zakończeniem książki. A to co zaskakuje, niesie jednocześnie informacje, że z dnia na dzień możemy zmienić swój los o 180 stopni.  I zacząć, w końcu żyć.

I koncepcją, że w pewnym sensie każdy z nas jest samobójcą. Oczywiście ta teza to tylko efekt mojej subiektywnej interpretacji powieści. Poza dosłownymi samobójstwami – zobaczyłam samobójstwo intelektualne (pewien rodzaj mezaliansu intelektualnego Klaudii i Tadzika, praca Magdy w Londynie -poniżej jej możliwości intelektualnych, jej decyzje i ich konsekwencje). Samobójstwo psychiczne  – bez śmierci cielesnej. Wykonywane każdorazowo, kiedy żyjemy niezgodnie ze swoją naturą, w sztywnych schematach, fobiach, uprzedzeniach i ograniczających naszą wolność i szczęście, przekonaniach (historie pacjentów doktora Wolniewicza).

Wszak wszystko ma swój początek i koniec, najgorzej jest zawsze napisać środek. Zaiste, życie jest jak powieść„.

Mordujemy też własny czas, bo –czy świadome marnowanie czasu nie jest też swego rodzaju samobójstwem?

Całą książkę podsumować mogę słowami Koziarskiego, wypowiedzianymi przez psychologa Wolniewicza: nie wiadomo, kiedy mówił serio, a kiedy śmiertelnie poważnie. I chyba dlatego właśnie nikt nie traktował go do końca serio. A szkoda, bo czasem błazen ma naprawdę wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia.

Takim ważnym błaznem jest więc, dla mnie, sam autor, zgrabnie mówiąc na 318. stronach – żyj autentycznie swoim życiem, nie zabijaj sam siebie każdego dnia.  I aż chce się zapytać siebie – co dziś zrobiłam, że nie żyłam? Lub – co zrobię jutro – aby żyć?

Moja ocena: 4+/6

 

 

 

 

 

 

Komentarze

comments

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can skip to the end and leave a response. Pinging is currently not allowed.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge