Książki rządzą – aby za zakrętem było znacznie więcej niż lustro

„Jeszcze jedna mila” Pam Reed, czyli najważniejsze rzeczy dzieją się w Twojej głowie

Napisany przez: MałGocha Książki Rządzą - lut• 17•17

jeszcze_jedna_milaKiedy przeczytałam, ile kilometrów mają trasy, które ona przebiegła, czasem wielokrotnie, zastanawiałam się, czy potrafię czytać ze zrozumieniem.

Wyobraź sobie, że biegniesz cały czas, bez snu, jedząc w biegu, pijąc w biegu. Zatrzymujesz się jedynie na masaż trwający 1-2 minuty i żeby pójść do toalety… I tak przez 2 (i więcej) dni, ciągiem. Czasem biegniesz 160 km, czasem 217 km. A zdarzyły się trasy mające 480 km (!). Pam Reed,ultrabiegaczka amerykańska, przebiegła jedną z nich, bez snu, pokonując ten dystans w niecałe 80 godzin. Niewyobrażalne. A to jej styl życia a nie jednorazowy wyczyn. I to nie wszystko. Bo to również żona i matka… dla pięciorga dzieci (trójki biologicznych dzieci i dwójki dzieci, dla kórych jest macochą). Kim jest człowiek zdolny osiągać takie cele? Jak wyglądają treningi i codzienne życie takiej osoby? No i JAK ONA TO ROBI? W jaki sposób godzi ze sobą te wszystkie role?

Jak wielokrotna zwyciężczyni radzi sobie z pokonywaniem słabości i niechciejstwa na długich trasach. Bo, jak każdy człowiek, pomimo ragularnych, wytwałych treningów, nadal takie okresy miewa.

Żeby nie psuć Ci radości z samodzielnego odkrywania tych sekretów, zamknę usta i przekręcę kluczyk :)  Odpowiedzi znajdziesz w książce, oczywiście.

Jednak, aby coś Ci zostawić na zachętę, kilka cytatów:

Badwater to policzek wymierzony instynktownym, zdrowym ludzkim odruchom. Właśnie dlatego masz dalej biec, że marzysz tylko o tym, by przestać, a rozsądek podpowiada ci, iż powinieneś to zrobić.” (str. 99).

(…)wcześniejsza wizualizacja wyścigu pomaga mi się przygotowac i nastawić psychicznie.

(…)moja ówczesna koncepcja, aby pobiec bez żadnego wsparcia,wydaje mi się czystym szaleństwem.Uważałam się wtedy za samowystarczalną maszynę do biegania. Nie zdawałam sobie sprawy, że w Badwater nikt nie jest samowystarczalny.” (str. 111).

Mam naturalną skłonność, aby traktować cudze sukcesy jak doping, który daje mi impuls do działania i motywuje do poprawiania własnych wyników.” (str.139)

Możesz się nad sobą rozczulać. Możesz zaczać obwiniać innych, biadolić. Możesz wszystko rzucić i wyjechać w cholerę. A nawet wyprowadzić na biegun północny (…). Dlatego staram się trzymać z daleka od negatywnych myśli.”(str.141).

Dla jasności Badwater, jeśli nie wiesz, tak jak ja do czasu przeczytania książki o jego istnieniu, to 217 kilometrowy bieg przez pustynię (często w 50 stopniowym upale) , aby następnie przejść w bieg w górach na wysokości 2500 metrów gdzie jest meta.

Jednocześnie, podczas lektury,  potwierdziły się wyniki badań o których czytałam ostatnio w kontekście zawodu. Zmęczenie to tylko, najczęściej,  złudny sygnał, że nie możesz więcej. Możesz. Wystarczy tylko… O tym też wspomina Pam Reed :)

pam_reed_badwater_ultramarathon

Pam Reed, Ultramaraton, Badwater Fot.www.hlntv.com

To co ostudziło, na kilka chwil, moje entuzjastyczne podejście do opowiadanej historii, jest zabieg, jaki co najmniej kilka razy zastosowała autorka. Zaczynała pisać o sprawie x, wplatała kilka zdań o sprawie y, by za chwilę stwierdzić, że o tym więcej w kolejnych rozdziałach.

W porządku, zgodzę się, że stosowanie tzw. zagnieżdżonych pętli (tu pisałam o tej technice) to śwetny przepis na utrzymanie uwagi czytelnika, jednak akurat ten zabieg w takim wydaniu mnie irytował. Później ja już zapominałam o czym miałam pamiętać :) a autorka w dalszej części tylko sygnalizowała dany temat, bez jego nadmiernego rozwijania.

Jednocześni, przyjemnie mnie zaskoczyło to, że nie potwierdziły się moje doświadczenia, jakie mam w stosunku do do osób, które piszą autobiografię, kiedy wiem, że są ekspertami w zupełnie innej, niż pisanie, dziedzinie. Zazwyczaj takie wspominanie, nawet jeśli ma wartość poznawczą, irytuje mnie formą wykonania (ok, mówiąc wprost topornym, grafomańskim pisaniem). W tym przypadku moja obawa nie potwierdziła się. Pam Reed, jak widać, to perfekcjonistka w każdym calu. W przypadku książki zadbała o dobrą dynamikę, wciągający styl i to coś, czego nie nazwę a co sprawia, że inne książki czekają na półce aż skończę tą, która mnie pochłonęła.

Czy książka jest skierowana tylko do tych, co biegają?

Z mojej perspektywy, absolutnie nie. Dla mnie to książka o życiu. A to jest bardzo podobne do maratonu. Musisz rozłożyć siły, wiedzieć jak i co zrobić, żeby nie zrezygnować z biegu. Porzucić myśl, że Ty wszystko sama, niczym Zosia-Samosia. I nauka, która znana jest chyba większości. Tylko nieliczni działają w zgodzie z nią – tylko wytwałością i codzienną konsekwencją jesteś w stanie iść do przodu ciągle i ciągle a nawet osiągnąć to, co sobie wymyślisz. To wymaga wiele pracy, owszem. Ale ściganie się z samą sobą – to może być jeden z bardziej rozwojowych celów życiowych. Żeby już nie przegadywać – bieganie ultra, dla mnie, to metafora życia. Kwintesensja. Więc w tym sensie polecam każdemu :)

Efektem ubocznym tej lektury, stało się moje zainteresowanie literaturą, traktującą o ultrabiegach i ultrabiegaczach z naszego, polskiego podwórka. Z pewnością więc sięgnę po książkę Szczęśliwi biegają ultra M.Ostrowskiej-Dołęgowskiej & K.Dołęgowskiego. Mam nadzieję, że będzie równie dobra.

Komentarze

comments

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge