Książki rządzą – aby za zakrętem było znacznie więcej niż lustro

„Droga”Cormac McCarthy – bo najważniejsza jest wiara i dobroć człowieka (?)

Napisany przez: MałGocha Książki Rządzą - wrz• 04•12

Zaraz po  tym, jak przeczytałam Drogę, zadałam serię pytań mojemu mężowi. A Ty co byś zrobił, gdybyśmy z dnia na dzień, raptem, po globalnej katastrofie, musieli żyć na ziemi z dwójką naszych małych dzieci?

W ciemnościach, w chłodzie, głodni i przepełnieni strachem. Bez jasno określonego celu. Bez nadziei i szansy wyrwania się z naszej nieprzyjaznej planety. A, zakładając naturalną wersję wydarzeń, kiedy to rodzice umierają przed dziećmi – czy mógłby zostawić nasze dzieci w takim świecie? Skazane na … no właśnie. Na co?

A Ty co byś zrobił(a) w sytuacji, gdy jesteś skazana na śmierć, nie masz dokąd iść, nie masz już domu? Co więcej domu mieć nie będziesz. I zobaczysz to, co mężczyzna, główny bohater Drogi:

Przez ułamek sekundy zobaczył absolutna prawdę o świecie. Zimne nieprzejednanie krążące po ziemi pozbawionej jutra.Nieubłagana ciemność. 

Wszędzie wokół snują się ludzie, którzy chodzą chyba tylko siłą rozpędu. A do tego, kiedy cię złapią, bez wahania zabiją i zjedzą. I to nadal jest optymistyczna wersja zdarzeń.

A Twoim zadaniem jest przetrwać. Dla dziecka. A Nawet jeżeli przeżyjesz – musisz znalezć odpowiedż na pytania: po co? co dalej? Bardzo trudne pytania, bez odpowiedzi.

 

McCarthy napisał Drogę dopiero w wieku 74. lat. Książka, dedykowana jest jego synowi -Johnowi Francisowi. Zdaniem samego autora, to powieść o jego miłości do syna.

A jej genezę wyjaśnia mówiąc:

Jakieś cztery lata temu pojechałem z synem do El Paso. Zatrzymaliśmy się w starym hotelu.

Pewnej nocy, gdy John spał, była druga, może trzecia, ja nie spałem i stanąłem przy oknie.W mieście nic się nie ruszało, ale usłyszałem odgłos pociągu, taki bardzo, bardzo samotny dźwięk. Wyobraziłem sobie, jak to miasto może wyglądać za pięćdziesiąt, sto lat. Miałem wizję ogni na szczycie wzgórza i zobaczyłem, jak wszystko obraca się w perzynę. Myślałem wtedy wiele o swoim małym synu. I w ten sposób napisałem te strony. Po czterech latach, gdy byłem w Irlandii, obudziłem się któregoś ranka i zdałem sobie sprawę, że to już nie dwie strony w notatniku — to cała książka. I była to książka o tym właśnie mężczyźnie i o tym chłopcu. (żródło:http://www.cormacmccarthy.pl)

Powieść doceniła Oprah Winfrey, wybierając ją jako książkę miesiąca (w kwietniu 2007 roku) do Oprah’s Book Club.

Poza tym Cormac McCarthy otrzymał za nią nagrodę James Tait Black Memorial Prize (w 2006 r.) oraz rok pózniej, Nagrodę Pulitzera.

Jak sam twierdzi, przesłaniem książki jest to:

 Po prostu to, żebyśmy nauczyli się bardziej troszczyć o różne rzeczy i ludzi, nauczyli się bardziej wszystko cenić. Życie jest diabelnie dobrą rzeczą, nawet jeśli wygląda kiepsko. Powinniśmy je bardziej doceniać. Powinniśmy odczuwać wdzięczność. Może nie tyle wdzięczność, co zadowolenie z tego, co mamy.(żródło:http://www.cormacmccarthy.pl)

 Drogamnie osobiście, zmusiła do zastanowienia, czy byłabym w stanie zabić własne dzieci – aby, paradoksalnie ochronić je przed najgorszym losem? Czy byłabym w stanie prawidłowo ocenić sytuację, aby podjąć najlepszą decyzję (w tym przypadku myślę o samym zakończeniu książki – której zdradzić nie mogę)?

I odwieczne pytanie: dlaczego nawet w najgorszych, najpodlejszych warunkach, kiedy żadna nasza potrzeba podstawowa nie jest regularnie zaspokajana, kiedy najczęściej przeżywamy strach – są ludzie, którzy potrafią być… dobrymi ludzmi do końca? Nawet, kiedy wokół szaleje zło, które już dawno wyżlobiło dziurę w swoim własnym dnie.

Droga, w moim odczuciu niesie przekaz, który można zamknąć w dwóch wyrazach. Wiara w człowieka i nadzieja.

A sam tytuł – rozumiem, jako tezę, że liczy się to, aby iść. Bez względu na kres wędrówki. 

Autor – zastanawia się, jak dla mnie, czy możliwe będzie zbudowanie od nowa cywilizacji – na zgliszczach starej? Co nam pozwoli ją zbudować? Odnoszę wrażenie, że celowo przedstawia dwa skrajne podejścia do tematu – pokazując zachowanie ojca i syna.

Pierwszy – który jeszcze pamięta słońce, dobro i radość – po katastrofie nie wierzy w człowieka. Wie, że za wszelką cenę musi przeżyć . Jeżeli będzie musiał, zabije.

Zupełnie inaczej zachowuje się syn, który urodził się już po katastrofie. Nie znając nigdy światła, sam, niczym dawny Prometeusz, na nowo buduje człowieczeństwo. Niosąc znów ogień – nadzieję i dobroć. Pomimo warunków. I nie mając punktu odniesienia. I to on – w pewnym sensie, dla mnie wygrywa.

Czy więc nadzieją na to, byśmy nie zginęli, odnajdując na nowo w sobie dzikie zwierzęta – jest po prostu wiara w dobroć drugiego człowieka? Być może.

Ciekawa jestem, jakie Ty zadał(a)eś lub zadasz sobie pytania.

Moja ocena książki: 4.5/6

 

 

Komentarze

comments

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge