Książki rządzą – aby za zakrętem było znacznie więcej niż lustro

Czytelnicze podsumowanie Roku 2012

Napisany przez: MałGocha Książki Rządzą - gru• 29•12

Zastanawiałam się, czy zrobić podsumowanie roku kalendarzowego, czy raczej podsumować mój rok czytelniczy w marcu. Czyli w pierwsze urodziny bloga. I postanowiłam zrobić dwa podsumowania.

Ale do rzeczy. Prywatnie i w wielkim skrócie dla mnie to Rok Przeprowadzek (aż 3), śmierci bardzo Bliskiej Osoby oraz Spotykania Ludzi, którzy wpłynęli na mój dalszy rozwój osobisty. I te spotkania czasem zabolały – ale wychodzenie z własnej strefy komfortu też czasem boli.  Jednak patrząc z perspektywy – jest dobrze, emocjonalnie i rozwojowo.

Mogłabym teraz poużalać się i postękać nad tym, jak to mało przeczytałam. Za mało. Jednak nie będę jęczała. Bo i po co? Zatem – przeczytałam tyle ile mogłam.  Ważne dla mnie, że blog działa i będzie się rozwijał. Dzięki temu, że jest, mogę spojrzeć z lotu ptaka na to, co czytam i zastanowić się dlaczego. No i na koniec – wybiorę moją książkę roku 2012. Jednocześnie chce podziękować wszystkim czytelnikom – za to, że jesteście.

Zatem:

Przeczytałam – zarówno wodząc oczami po literkach, jak i wysłuchawszy, 32 pozycje (3 mam w trakcie czytania i pewnie do końca roku pożegnam ich lekturę – ale to zostawię do podsumowania marcowego).

Do tej puli dochodzi kilkanaście książek branżowych – ale o nich nie wspomnę.

Rok  2012, bez wątpienia, pozwolił mi odkryć kilku autorów, do których będę wracała. To też czas, kiedy przekonałam się nieodwracalnie do audiobooków. Co prawda nadal wolę czytać widząc literki niż czytać słuchając – jednak jak na typowego wzrokowca, z uśpionym i nie do końca wykorzystanym zmysłem słuchu, wygląda to całkiem znośnie.

Większość przeczytanych przeze mnie książek, miała ponad 400 stron (400-700). Wśród nich znalazło się 13. książek polskich autorów, 9 kryminałów (w tym 3 polskie). Pięć audiobooków. Postanowiłam też traktować audiobooki nieco inaczej – przyznając im dwie noty – za książkę i dla lektora, za interpretację.

Wiem też, że osoba lektora ogranicza nieco, w moim przypadku, dobór książek do słuchania. Nawet najlepsza książka audio pójdzie w odstawkę, gdy nie zaiskrzy między mną a sposobem, w jaki czyta lektor. I w tym przypadku żadnym zaskoczeniem dla mnie nie było to, że nadal uwielbiam Piotra Fronczewskiego w tej roli. Jego interpretacje są bezkonkurencyjne. On nie tylko czyta. On tworzy całe, jednoosobowe słuchowiska.

I dla mnie, Piotr Fronczewski może mi czytać nawet książkę telefoniczną sprzed 30. lat – i tak odlecę;)

Pomimo tego, moim zdaniem warto zwrócić uwagę na dwóch lektorów. Dla mnie zajmują drugie miejsce ex aequo. Myślę o Panu Zadurze i Pani Annie Szawiel.

A wracając do literek i papieru. Chcę wyróżnić dwóch autorów, których książki przeczytałam w tym roku. Ogromny plus i wyróżnienie dla A. Alpsten za Carycę (tu recenzja)  oraz dla „następcy” (?) Dostojewskiego – R. Morrisa za Miłosierną siekierę (tu recenzja).

Kolejne pozycje czterech innych autorów, z którymi miałam przyjemność spotkać się w tym roku, dopisałam do listy chcę przeczytać.  Rok 2012 był czasem naszych pierwszych relacji – ale zdecydowanie z przekonaniem o dalszym zacieśnianiu więzów.

Myślę o noblistce – Pearl Buck, płodnej autorce Oates, znanym autorze kryminałów Jo Nesbo oraz  o tureckiej pisarce E. Safak. W tym towarzystwie z pewnością spędzę jakiś czas w kolejnym roku.

I pora na książki, którym przyznałam najwyższe noty – 6/6 lub 5+/6.

W szacownym gronie szóstek, znalazły się 3 pozycje:

Balladyny i romanse (tu recenzja)- wysoka nota za  za ironię. Za wnikliwą obserwację rzeczywistości – aż trudno uwierzyć, że autorem jest facet. I  za rewelacyjny pomysł, ujęty w karby słów, zdań, rozdziałów. Jedna wielka gra językowa. Piękna woltyżerka skojarzeniowo-ironiczno-absurdalna. Według mnie,

to książka dla tych czytelników, którzy nie boją się pomyśleć co mogą zrobić dalej ze swoim życiem. Pomyśleć i, mam nadzieję, działać. Dalej, w czasach upadku wiary, obalenia dogmatów. Gdy straszenie karą wiecznego potępienia, wpędzanie w poczucie winy i podsycanie lęku przed kolejnym, pozagrobowym życiem już uwiera.

Ja, po lekturze, zostałam z pytaniem – co innego niż wiara i sieczka popkultury może wyznaczać jakość mojego życia?

To oślepiające, nieobecne światło (tu recenzja) – autor, Tahar Ben Jelloundał świadectwo prawdziwym wydarzeniom, pokazał sposoby na przeżycie, zobrazował wszystkie fazy, jakie przechodzi uwięziona ofiara. Opowiadając o jednym z więźniów marokańskiego więzienia, współuczestniczył w koszmarze – ale też nakreślił obraz codziennej walki z nim. Książce dają najwyższą notę na mojej skali – za temat, za postawę głównego bohatera i samemu autorowi, za idealne spisanie historii, bez patosu a jednocześnie z należną czcią dla więźniów, a raczej ofiar systemu. Zdecydowanie polecam a dla czytających literaturę łagrową i lagrową to lektura obowiązkowa.

 Pałac kobiet (tu recenzja)– czy kobieta, będąc odpowiedzialna za spora rodzinę, a do tego mieszkając w Chinach (w latach 30.  XX w.)  może czuć się wolna? Jaka cenę musi za to zapłacić? Czym jest szczęście? Czy powinniśmy zawsze przedkładać powinności względem bliskich – męża, dzieci, bliskiej rodziny nad nasze spełnienie? Jak powinna wyglądać dojrzała miłość?  Jak otworzyć się na potrzeby innych, nie rezygnując jednocześnie z własnego rozwoju? Jak bardzo kulturowa tożsamość płci determinuje kształt naszego życia?To tylko kilka pytań,  z wielu, z którymi musiałam zmierzyć się czytając Pałac kobiet.

Nie mogę jednak poprzestać na tej trójce, dlatego wyróżnię też książki, które oceniłam na 5+:

Elif Şafak Czarne mleko. O pisaniu, macierzyństwie i wewnętrznym haremie. (tu recenzja) –

To książka napisana specjalnie dla mnie. Przeglądałam się w niej, niemalże cały czas, jak w lustrze. Samą treść książki można zamknąć w jednym, dwóch zdaniach. Turecka pisarka, utalentowana, ambitna kobieta, która nie chce być tylko dodatkiem do mężczyzny, prowadzi ze sobą walkę.

Czym mnie więc ujęła? Poglądami na macierzyństwo, małżeństwo, kobiecość i miejsce kobiet w świecie. Umiłowaniem książek. Stylem pisarskim. Dociekliwością. No i podejściem do zmiany nazwiska…

Caryca E. AlpstenCaryca (tu recenzja) -Ellen Alpsten przypomina mi, pod względem treści, Slumdoga… i oczywiście bajkę o Kopciuszku. Taką historię od pucybuta do milionera. Z małym, subtelnym wyjątkiem. Ta historia jest całkowicie prawdziwa. To książka o dotarciu prostej dziewczyny, córki chłopa na tron. To też powieść o okrutnej, codziennej walce o przetrwanie. Alpsten świetnie portretuje.Bo nikogo nie usprawiedliwia, nie ocenia, tylko relacjonuje, trzymając się faktów. A do tego to debiut. Jak dla mnie bardzo udany.

 

Miłosierna siekiera (tu recenzja) –   bardzo udany debiut. Zwłaszcza, że Roger Morris, urodzony w Manchesterze, mieszkający w Londynie – nie jest związany z Petersburgiem. A bardzo soczyście i sugestywnie nakreślił klimat Petersburga w XIX w. Dla mnie to przeskoczenie kilku stopni literackich przy pierwszym podejściu.

Akcja rozgrywa się w 1866 roku.  W parku Pietrowskim znaleziono dwa trupy. Wstępnie wygląda to na morderstwo i samobójstwo. Ale tylko wstępnie. Sędzia śledczy Porfiry Pietrowicz, doświadczony tropiciel morderców, nie daje się nabrać na tę wersję. Nic tu do siebie nie pasuje. W rozwiązaniu zagadki, poza informacjami, jakie zza grobu przekazują dwa martwe ciała, mają mu pomóc rzeczy znalezione na miejscu przestępstwa: zakrwawiona siekiera, sznur, liliowa koperta, kwit z lombardu. Jaki związek jest pomiędzy prostym chłopem, prostytutką Lilią, dawnym aktorem, hrabią, właścicielem wydawnictwa i ubogim studentem prawa? Odpowiedz jest w książce.

Arlington Park (tu recenzja) –  Treść nie zaskakuje. Pięć kobiet, pięć domów, mnóstwo dzieci – i ogrom niespełnienia. Bieganie pomiędzy zaspokajaniem potrzeb dzieci a tęsknotą za osobistym spełnieniem. Pomiędzy aktywnością inną, niż  wypełnianie domowo-rodzinnych obowiązków a innym życiem, które toczy się gdzieś tam, obok. Fabuła, poza motywem dyskryminacji (rozmowa i figurka ucinania głowy czarnoskóremu) – nie zaskakuje. Ale postacie, ich myśli, motywy, kipiące emocje – to wszystko aż się czuje pod własną skórą, czytając książkę.Daję książce dosyć wysoką notę w moim rankingu – za język, za odczarowanie macierzyństwa, za mówienie wprost o problemach i za szukanie ich rozwiązań, pomimo. Za emocje i drobiazgowo skonstruowane wnętrze każdej z bohaterek. No i oczywiście za sam temat.

Zanim zdradzę mój typ, najlepszą dla mnie książkę roku 2012, powiem, że szczerze polecam każdą z wymienionych powyżej. Każda z nich zasługuje na lekturę.

Mam też mały problem z jednoznacznym przyznaniem pierwszego miejsca…

Waham się pomiędzy Balladynami… a Pałacem kobiet.

Jednak moją książką roku 2012 zostaje:

Balladyny i romanse  Karpowicza

Za pomysł i jego realizację, żart, ironię. Za gorzkie refleksje i za dobrą zabawę lingwistyczno-intelektualną.

Podsumowując – w 2012 r. dobierałam lektury mniej więcej w zgodzie z założeniami t.j. literatura polska współczesna, rosyjska, kobiety – oraz konteksty, role i powinności wynikające z przynależności do płci, sytuacje ekstremalne. Podejrzanie mało książek zagościło w tym roku o i wokół Anglii.

Zaczęłam też studiować literaturę o samym pisaniu – i rozpoczęłam wpisy z tego cyklu. Zapewne rok 2013 przyniesie jeszcze więcej informacji na temat jak tworzyć oraz więcej literatury angielskiej.

W kolejnym roku nadal będę przyglądała się listom książek tworzonych w różnych krajach świata (bardzo ambitny plan, zważywszy na skąpe informacje w tym temacie). Poświęcę też miejsce na znalezienie odpowiedzi na pytanie – jak czytać więcej?

Większość lektur dobierałam z utworzonej listy (ok 2/3 pozycji). W spontanicznym doborze lektur znalazło się ok. 1/3 przeczytanych pozycji. Gościłam w Polsce,  Rosji, w więzieniu marokańskim, w Chinach, Anglii,  USA, Turcji, Norwegii. Dwukrotnie pływałam po morzach i oceanach, co jeden raz zakończyło się tragicznie. Rok 2012 kończę rozbudzona i z wielkim apetytem na więcej.

A jaka była dla Ciebie najważniejsza książka w tym roku? 

Komentarze

comments

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

2 Komentarzy(e)

  1. Imani pisze:

    Bardzo interesujące podsumowanie:)
    „Czarne mleko” i dla mnie jest bardzo ważna książka. „Pałac kobiet” czytałam dwukrotnie (wspaniała książka) i mam ochotę znowu do niej powrócić. Reszty książek nie znam (jeszcze:))

    Życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

    • Pokój książek pisze:

      Imani – dziękuję za odwiedziny i życzenia 😉 A czytałaś coś innego tej autorki? Co polecasz w dalszej kolejności na zacieśnienie znajomości z P. Buck? pozdrawiam z najlepszymi życzeniami – Małgorzata

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge