Książki rządzą – aby za zakrętem było znacznie więcej niż lustro

„Chiny od dołu do góry” czyli idź i zobacz to sam

Napisany przez: MałGocha Książki Rządzą - sty• 29•15

od_dolu_do_gory

Można zakochać się w kimś/ czymś kogo nie widziało się ani razu? Czy może Cię ciągnąć niewidzialna i kompletnie nienazwana siła do czegoś, o czym tylko czytasz? W mojej wersji – oczywiście 😉 Ja tak mam z Chinami.

Jednak fascynacja tematem nie przyćmiewa mi, jeszcze, trzeźwego osądu książek w tym temacie. Jeszcze. Dlaczego więc polecam?

Bo książka nie jest zapisem, li tylko, eskapady po kraju. Na zasadzie – wtedy pojechałem tu, zobaczyłem to i była taka i owaka aura.

Bo napisana jest z pazurem, ironią, czasem autoironią. Z humorem, dystansem i wnikliwością dobrego obserwatora. A nawet z elementami poetyki. Bo pokazuje dwa końce kijka.

Bo mam wrażenie, po przeczytaniu relacji Marka Pindrala, że Chiny to trudny, wymagający – ale jednocześnie fascynujący kraj. Kwintesensja życia (?).

Bo lektura umocniła mnie tylko w chęci zwiedzenia Chin, uczenia się języka chińskiego i dalszego, mam wrażenie nie posiadającego daty końcowej, zgłębiania wiedzy o jego przeszłości i teraźniejszości. Bo dopisałam sobie kilka miejsc głębiej ukrytych w Chinach, mniej oczywistych do odwiedzenia. Gdy już tam pojadę na dłużej niż tydzień czy dwa. Marek Pindral zwiedzał Chiny przez dwa lata. Pracując jednocześnie jako nauczyciel języka angielskiego. A jakże 😉

Bo jak sam podsumował autor:

Chiny coraz bardziej się oddalały. Będę za nimi tęsknił, bo pokochałem ten kraj i jego mieszkańców. Trudno było mi jedynie kochać tych, którzy tam rządzą, bo pozbawieni są skrupułów i trzeba miec ich stale na oku. No i pekińską operę, bo, (…) nie posiadał zdolności nietoperza, żeby słyszeć ultradźwięki. Syczuańska bardziej przypadła mi do gustu, bo aktorzy, którzy w ułamku sekundy potrafią zmienić maski na twarzy, przypominają same Chiny – to, co pomyślimy o nich w poniedziałek, we wtorek może być już zupełnie nieaktualne…

A to, przypominając króliczka, za którym pogoń fascynuje,  przyciąga przeogromnie, prawda?

Zdziwiłam się trochę na finiszu książki. W pewnej chwili, w okolicy przedostatniego rozdziału,  odniosłam wrażenie, że, otwarty na inność autor, wolny od chęci krytykowania, raptem przypomniał sobie, że jednak warto byłoby mocniej zaznaczyć brak aprobaty dla rządów Mao, dla specyficznego sposobu myślenia i wszystkiego złego, co z tym związne. Poczułam, jakbym oglądała jeden ze skeczy kabaretu Hrabi. Ten w którym leci tekst, pełen dezaprobaty: źle, oj źle… Jednak ten mały zgrzyt nie przyćmił zalet.Poza tym znacznie poszerzyłam wiedzę o Chinach. Znacznie.

Polecam – jeśli jesteś na początku zgłębiania tematu. I dalej – gdy już Chiny Cię wciągnęły.

Komentarze

comments

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

5 Komentarzy(e)

  1. LionEG pisze:

    Bardzo ciekawie Napisałaś zachęciło mnie to do przeczytania tej książki, gdy znajdę chwilę wolnego czasu na pewno się nią zajmę :)

  2. MałGocha Książki Rządzą pisze:

    Lion, Przemek – i jakie wrażenia po lekturze? Was też wciągnął temat Chin?

  3. Marek Pindral pisze:

    Dzień dobry, p. Małgorzato.

    Było mi niezmiernie miło przeczytać kolejną, pochlebną recenzję mojej książki. Przyjemność podwójna, bo recenzja napisana jest językiem dziarskim, co bardzo lubię, a przede wszystkim poprawnym, co, niestety, nie jest regułą u blogerów, aspirujących do roli krytyków literackich (zakrawa na kpinę, prawda?!).
    Korzystając z okazji, chciałbym się jedynie odnieść do zakończenia Pani recenzji, w którym uznano moją opinię o Mao za „zgrzyt” – cóż, nie wydaje mi się, żebym ją kiedykolwiek zmienił, bo to fakty wystawiły owej postaci świadectwo i choć jest to świadectwo z czerwonym paskiem, to jednak tylko dlatego, że to pasek komunistyczny:
    miliony ludzi zagłodzonych z powodu szaleństwa dogmatów, które lekceważyły ekonomię;
    miliony ludzi osadzanych, torturowanych i mordowanych w więzieniach za swoje poglądy (lub takie, które im na siłę wmawiano);
    miliony ludzi wysyłanych do obozów pracy, z których wielu już nie wracało;
    inwazja na Tybet, powiązana z niszczeniem tamtejszej spuścizny duchowo-materialnej (trwa zresztą do dziś);
    niszczenie własnego dziedzictwa kulturalno-intelektualnego
    indoktrynacja na niespotykaną skalę, której towarzyszyła oczywiście cenzura (w zasadzie wolność słowa ograniczana jest także w Chinach współczesnych)
    Itd., itd., itd. …

    Z szukaniem usprawiedliwienia dla Mao (mimo wszystko wspominam też o jego zasługach, jak choćby walce z japońskim okupantem, oraz typowego dla każdego dyktatu odseparowania od społeczeństwa przez najbliższe otoczenie, w którym strach jednych pobudzał podobne odruchy u innych) byłoby jednak trochę tak, jak z szukaniem usprawiedliwienia dla Hitlera – bo przecież budowano autostrady, dźwignięto niemiecką gospodarkę, a nawet wymyślono auto dla ludu. Tyle tylko, że w przypadku Mao nawet tego byśmy nie znaleźli, bo do listy z poprzedniego akapitu należy jeszcze dodać zapaść cywilizacyjną, która, nomen omen, towarzyszyła rządom Mao.

    Zatem to nie tak, jak w przytoczonym przez Panią kabarecie (w kontekście milionów ofiar analogia wydaje się niezbyt szczęśliwa), bo faktów nie da się podważyć. Oczywiście wszystkich i wszystko da się usprawiedliwić, bo jesteśmy przecież jedynie wypadkową tysięcy elementów, ale o to pretensje trzeba mieć do Tego Co Na Górze, bo my tu na dole, dla dobra innych, musimy czasami zostawić relatywizację na boku i stanowczo powiedzieć NIE. Jesteśmy to winni ofiarom rządów Mao i jemu podobnych.

    Cieszę się jednak, że zauważyła Pani, iż w całej swojej książce szukam różnych odcieni, unikam pouczania, a jeśli coś mnie u innych irytuje, to potrafię się śmiać i z nas i z siebie samego. I dziękuję za recenzję, której lektura była, jak wspomniałem na początku, przyjemnością podwójną – ze względu na treść oraz formę. Za wyjątkiem małego „zgrzytu” na jej końcu :)

    Serdeczne pozdrowienia,
    Marek Pindral
    http://www.marekpindral.com

    • MałGocha Książki Rządzą pisze:

      Panie Marku,
      dziękuję za odwiedziny w moim blogowym domu :) To dla mnie, poza zaskoczeniem, zaszczyt.
      Dziękuję za pochlebne słowa na temat moich refleksji po przeczytaniu książki.
      Tym bardziej, że „nie aspiruję do bycia krytykiem literackim”. Blog to jedynie zapis moich subiektywnych refleksji. :)

      Napisał Pan:” Korzystając z okazji, chciałbym się jedynie odnieść do zakończenia Pani recenzji, w którym uznano moją opinię o Mao za „zgrzyt”
      Małe sprostowanie. Absolutnie, co mocno podkreślam, nie uznaję Pana opinii o Mao za zgrzyt.Zazgrzytała forma i wydźwięk w kontekście całego klimatu książki.
      I właśnie w kontekście formy odwołuję się, również do subiektywnego,skojarzenia z przytoczonym fragmentem kabaretowym.
      Zgrzyt nie zmienia faktu, że chętna jestem wchłonąć kiedyś na żywo emocje i refleksje jakie były Pana udziałem podczas życia w Chinach.
      Z nadzieją na kolejne, soczyste, polane ironią spotkanie literackie, pozdrawiam Pana słonecznie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge