Książki rządzą – aby za zakrętem było znacznie więcej niż lustro

Bojowa pieśń tygrysicy – w tym szaleństwie jest metoda

Napisany przez: MałGocha Książki Rządzą - lut• 24•13

bojowa_piesn_tygrysicy Szok – pomyślałam, odkrywając kolejne metody wychowawcze chińskiej mamy. Zwłaszcza, ze sama jestem mamą Dwójki Małych. Ale później przyszła druga refleksja – a może rzeczywiście coś w tym jest?

Może nie warto wylewać dziecka z kąpielą – i wyciągnąć najlepsze rzeczy z, jakże odmiennego od zachodniego, systemu wychowania ? Może w tym szaleństwie jest metoda?

Przejeżdżając ostatnio przez centrum Warszawy, w ramach ćwiczenia uważności – zobaczyłam znienacka coś, czego wcześniej tam nie było. Przynajmniej ja dopiero teraz to zauważyłam.  Bank chiński. Prywatnie, już od paru lat uważam, że dobrą inwestycją w przyszłość dzieci, jest nauczenie ich jęz. chińskiego.

Moim skromnym zdaniem Chiny, powoli acz regularnie stają się potęgą gospodarczą. Nawet sam prezydent Obama stwierdził, że Stany znalazły się ponownie w historycznym ‚momencie sputnika’ (nawiązując do czasów, kiedy w ‚wyścigu o Księżyc’ pewnych siebie Amerykanów nieoczekiwanie wyprzedzili Rosjanie) i podkreślając, że USA powoli przegrywają w konkurencji, w której zwykły wygrywać.(zródło: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,9159168,Lalusie_i_pracusie.html). Jaka jest tego przyczyna?

Ano, chyba jednak wychowanie- zakładające nie wyłowienie talentów dziecka i tylko akcentowanie ich a  praca, tylko ciężka, regularna praca. Nad sobą, swoim charakterem, i danym tematem. Czy będzie to szkolna matematyka, gra na instrumencie, czy sport. Dziecko chińskie, a raczej jego mama, nie spocznie, dopóki nie zobaczy złotego medalu. a wtedy… To dobry powód, by nadal ćwiczyć  ćwiczyć, ćwiczyć – z tą różnicą, że trzeba podkręcić tempo, pobierać nauki u jeszcze lepszych trenerów/nauczycieli i … dawać z siebie jeszcze więcej.

Nie ma czasu na roztkliwianie się nad sobą. Jesteś chora? Cóż – ćwicz dalej. Jesteś zmęczona – ćwicz nadal. Jesteś głodna? Zjesz, gdy skończysz ćwiczyć. A przy tym nie licz na pochwały Ciebie, czy tego co i jak robisz. Zawsze możesz być lepsza – a konkurencja też ćwiczy, więc nie ma na co czekać, bo każdy dzień bez ćwiczeń, to dzień, kiedy tracisz wprawę.

I tak sobie myślę, że przy takim podejściu Chińczycy kompletnie nie znają pojęcia prokrastynacji.

amy_chua_corki

Fot.: http://online.wsj.com

Sama, Amy Chua, jako córka imigrantów, jedna z czwórki rodzeństwa, wychowana ściśle według tego modelu, została profesorką prawa na Uniwersytecie Yale.

Ta, jak określono, najbardziej kontrowersyjna książka w 2011 r. w USA postawiła przede mną pytanie, czy rzeczywiście wychowanie jakie proponuje kultura chińska jest takie okrutne?

Czy wychowanie dziecka przed telewizorem z ciągłą pochwalą najmniejszej pierdoły, jakiejkolwiek jakości rysunku czy jakiegokolwiek występu tanecznego, nie jest czasem tak naprawdę zaniżaniem możliwości własnego dziecka?

Czy to nie jest przejaw małej wiary w jego umiejętności i możliwości?

Jak stwierdziła sama autorka – Nic nie jest pyszną zabawą, jeśli nie jest się w tym wyjątkowo dobrym. A żeby być w czymś dobrym, trzeba na to ciężko pracować. Dzieci same z siebie nie mają potrzeby oddawać się pracy. Zamiast zmuszać je do ćwiczeń i niekończącej się praktyki, amerykańscy rodzice pozwalają im poddawać się już na starcie.

I ten argument mnie przekonuje. Osobiście nie pochwalam besztania dziecka na każdym kroku. I nazywanie go, jak zrobiła to mama chińska, śmieciem.

Jednak – po lekturze zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście wyrazem większej miłości do dziecka, myśleniem przyszłościowym, nie będzie zwiększenie wymagań w stosunku do jego osiągnięć?

Nie zamierzam stosować opcji ciągłego krytykowania poczynań dziecka – jednak rzeczywiście przemawia do mnie pokazywanie wiary w dziecko poprzez mówienie mu, że stać go na więcej. I, że da radę zrobić więcej. W imię zasady, że nic co cenne i warte zachodu,  nie przychodzi  łatwo! Jak radziła Amy swojej córce Lulu -Nigdy nie rezygnuj z czegoś ze strachu (…) – Cokolwiek dokonałam w życiu wartościowego, na początku zawsze budziło we mnie paniczny lęk.  

Muszę się z tym zgodzić – tylko wychodząc ze strefy komfortu, możemy się, tak naprawdę rozwijać.

Na czym więc polega wychowanie przez mamę chińską? I trzeba zaznaczyć, że to określenie symboliczne. Bo matką chińską może być Polka, Pakistanka, Norweżka – czy mama lub tata z dowolnego kraju świata.

Co może wydać się tak kontrowersyjne w Bojowej pieśni tygrysicy?

To, że szóstka z minusem, przyniesiona ze szkoły to wstyd i powód do zwiększenia liczby ćwiczeń. To, że dziecko nie ma , jak w naszym powiedzeniu, ani krzty głosu w sprawach jego dotyczących. To Amy Chua decydowała przez znaczną część życia swoich córek o wszystkim w ich życiu. Co jeszcze? O tym w książce.

Przez znaczną część książki miałam wrażenie, że autorka musi, za wszelką cenę i w każdej sytuacji,  podkreślać wyjątkowość wszystkiego, czego dotknie.  Chociażby palcem. Poza – jak sama nazwała, katowaniem córek, żywym przykładem jest jej podejście do wyboru psa, którego w końcu zgodziła się trzymać w domu.

Nawet pies musiał zająć wysokie miejsce w rankingu na inteligencję. Wg badań jakiegoś tam naukowca – niestety rasa psa, który zamieszkał pod jej dachem należała do tych przeciętnych. Ogromna ujma na honorze.

Jak sama stwierdziła – aż mnie zemdliło. Co więc zrobiła chińska mama w tej sytuacji? Nie spoczęła, dopóki znalazła satysfakcjonujące ją wyjaśnienie. Jej pies jest mega inteligentny – dlatego jest uparty a przez to nie poddaje się żadnym metodom tresury. Nawet zacytowała wyniki przeróżnych badań, potwierdzających to zdanie.

I, w pełni zadowolona, stwierdziła: pies arktyczny bije na głowę pozostałe rasy pod względem determinacji, uwagi, wytrzymałości oraz instynktownej gotowości do działania w każdych warunkach.

I to, moim zdaniem, kwintesencja, życiowy cel mamy chińskiej. Wszystko wokół – dzieci, jej zwierzęta, ona sama – dąży właśnie do tego.

Zatem- z jednej strony można zobaczyć maniakalną despotkę – ale z drugiej, osobę, która rozumie, że jedynie wytrwałość i ogromna ilość ćwiczeń, odróżnia zwycięzców od całej pozostałej masy przeciętności.

Czy to działa? Najwyrazniej tak. Dla tych wątpiących, w odpowiedzi na miazdżące komentarze od czytelników, starsza córki Amy -Sophia, napisała i opublikowała w New York Post list (tu jego fragment: http://blogs.wsj.com/ideas-market/2011/01/18/the-tiger-cub-roars/

A jaka jest cena za ten morderczy wyścig i poświęcenia? Może brak szczęścia? Może coś innego? Nie wiem, niestety nigdy w nim, aż tak nie uczestniczyłam.

Komu polecam lekturę książki? Oczywiście wszystkim rodzicom, entuzjastom psychologii sukcesu oraz tym, którzy szukają odpowiedzi na pytania jak? I nie zadowala ich przeciętność.

Moja ocena – za temat i to, że książka zmieniła w części moje myślenie o macierzyństwie: 5/6

Komentarze

comments

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge