Książki rządzą – aby za zakrętem było znacznie więcej niż lustro

„13 pięter”, czyli mieszkanie to dobro pierwszej potrzeby czy luksus?

Napisany przez: MałGocha Książki Rządzą - lis• 16•15

13_pieter

Dobrych kilka lat wstecz, kiedy byłam młoda i piękna (teraz nadal bez zmian:) wynajmowałam z siostrą mieszkanie. Tak się złożyło, że było, stosunkowo niedrogie (wtedy za całe płaciłyśmy w ok. 800 zł). Obok miałyśmy dosłownie jeszcze kilku sąsiadów a pod nami były lokale przeznaczone na biura. Nasze stosunki z właścicielami układały się całkiem poprawnie. Płaciłyśmy w terminie, oni byli, dosyć elastyczni. Z czasem mogła z Nami zamieszkać moja, uratowana z rąk oprawców, młoda kotka. Do czasu… Co zmroziło naszą poprawną relację z dnia na dzień i sprawiło, że musiałam natychmiast szukać nowego lokum?

Impreza zakrapiana  suto alkoholem z policją w roli nieproszonych gości? Nie, nic z tego. A może właściciel zaczął się zachowywać w stosunku do nas nie do końca przyzwoicie? Nie, nic z tego. To może kot jednak zaczął przeszkadzać, bo śmierdzi, mruczy czy coś tam? Też nie. Powodem była moja ciąża. Uczciwie i radośnie przyznałam się, kiedy już sama ochłonęłam. Powiedziałam właścicielce. W efekcie, nasze stosunki ochłodziły się momentalnie. Ponoć płacz  dziecka (córki jak się później okazało) będzie przeszkadzał ludziom, wynajmującym biura piętro niżej… No całkiem możliwe. Po co opowiedziałam Tobie tą autentyczną historię?

Zanim odpowiem, inna krótka opowieść. Jesteś dzieckiem. Dorastasz. Buntujesz się. Studiujesz. Później, w zależności od scenariusza, który sobie wymyśliłaś lub któremu bezwolnie się poddałaś ślub, dziecko lub odwrotnie, kredyt, mieszkanie. Albo scenariusz kończy się na opcji ślub dziecko i mieszkanie z rodzicami lub w wynajętym mieszkaniu. A jeśli kredyt – to na 30 lat z opcją spłaty prawie podwójnej kwoty (odsetki oczywiście, najpierw odsetki).

I tak stałeś się niewolnikiem banku do emerytury. No chyba, że jesteś szczęśliwym, elitarnym posiadaczem wariantu z odziedziczonym, własnościowym, z czystą hipoteką i bez zbędnych wpisów w księdze wieczystej, mieszkaniem lub nawet domem.

Po co o tym wspominam?

Bo to główny temat książki 13 pięter Filipa Springera. Autor zestawił sytuację mieszkaniową w przedwojennej Warszawie z sytuacją mieszkaniową w Polsce dzisiejszej.

Trudno tak powszechnemu zjawisku (jak samobójstwa w wyniku utraty mieszkania, pracy i perspektyw – mój przypisek) poświęcać więcej uwagi. Takie czasy.

To podsumowanie efektów polityki mieszkaniowej w Warszawie z XIX w.

A jak jest teraz?

Prawie 100 lat później, trzecie a czasem nawet czwarte pokolenie zaczyna życie a w kwestii zaspokojenia podstawowej potrzeby zmian nie widać. Nadal ogromny tłum ludzi mieszka w warunkach mówiąc eufemistycznie dalekich od ideału. W piwnicach, sutenerach, mieszkaniach w których naturalnym współlokatorem jest karaluch. W pokojach z innymi, obcymi ludźmi. Ciągle u kogoś – kto dyktuje warunki (tego nie wolno, tamtego absolutnie nie, na weekend trzeba wyjeźdżać, tu nie wchodzić tam nie przybijać itd.).

Jak podaje autor tylko 3%-5% Polaków może kupić mieszkanie, bo

własność, to jest proszę Pana wolność (słowa Piotra STYCZNIA) (…) w Polsce brakuje ok. 600 000 tys. mieszkań…(str. 236).

I nie pomagają programy typu Rodzina na Swoim czy Mieszkania dla Młodych…Wręcz szkodzą.

W ciągu 5 lat (2007-2012) z programu Rodzina na swoim skorzystało sto dziewięćdziesiąt dwa tysiące małżeństw. Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego jedna trzecia z nich prędzej czy później się rozpadnie i zostanie z kupionymi na kredyt lokalami. Jeśli kupowali podczas mieszkaniowej hossy, mogą mieć problem ze sprzedażą. Co ciekawe, ceny były wtedy tak wysokie między innymi ze względu na Rodzinę na Swoim…

I jak podsumowuje Pani Iza, która pracuje na wysokim stanowisku w biurze sprzedaży dużego dewelopera:

– Kto przy kupnie mieszkania ponosi największe ryzyko? Odpowiada: – Klient, bo on jest w tym układzie najsłabszy.

A także, jak dla mnie, kwintesencja sytuacji mieszkaniowej:

Wizja ta podpowiada, że to, jak mieszkamy, jest tylko naszym wyborem i zasłużoną nagrodą za posiadane kompetencje i umiejętności, za pracę, którą wykonujemy, i za przedsiębiorczość, za to, że byliśmy twórczy i kreatywni. Dom jest przecież nasz, a więc to, gdzie on się znajduje, jak jest urządzony, jak się w nim żyje, zależy tylko od nas, a nie od różnorodnych przymusów strukturalnych i systemowych, którym podlegamy.

To jak to jest w tej kwestii naprawdę? Czy każdy ma swoją prawdę?

Teraz – w zasadzie im lepsze masz EFEKTY tym lepiej Ci się powodzi. Już nie chodzi o to, by mieć pracę a efekty. Rezultaty. Wyniki. No chyba, że pracujesz w firmie prywatnej, korpo – wtedy poza efektami masz nieco ponad najniższą krajową. Albo nawet trochę więcej. Jakby nie spojrzeć – wygrywa spryt, wytrwałość, ciężka praca i wymierne, zauważalne rezultaty. Z drugiej strony patrząc, zdarza się, że ludzie pracujący w sieciówkach zarabiają grosze i mają śmieciowe umowy. A chyba nie można powiedzieć o pracownicy siedzącej na kasie, że jest mało efektywna? Może jest za mało przedsiębiorcza, bo utknęła w sytuacji z małymi perspektywami rozwojowymi? Wracając do poprzedniej myśli.

Więc jak to jest z tym mieszkaniem? To luksus czy podstawa?

Dla mnie, mamy, żony i, przynajmniej z nazwy, człowieka dorosłego to PODSTAWA. Niestety, patrząc na statystyki – nieosiągalna dla znacznej części społeczeństwa. Ewentualnie osiągalna w opcji z kredytem do emerytury. Czyli opcja życia w zniewoleniu. Dlaczego? 

Pytanie, które powraca jak bumerang dla masy ludzi, również, jak się okazuje tej pracującej – co zrobić, aby mieć własne lokum? I to w czasie, kiedy jest ono najbardziej, patrząc już z mojej pespektywy, najważniejsze (myślę o okresie, kiedy wkroczyłeś w dorosłość, masz małe dzieci i chcesz dać im bezpieczne miesjce, gniazdo z którego kiedyś, pełne – najlepszych wspomnień, wyfruną… Jak to zrobić, jeśli nie masz opcji odłożenia tych 200-300 tys. i nie masz żadnego lokalu w spadku ??? Jeśli masz szczęście i stać Cię  na kredyt – stajesz się niewolnikiem do emerytury. Jeśli dożyjesz. A jeśli nie – zostawiasz z kłopotami małżonka lub kredyt przechodzi na dzieci. Albo tracisz mieszkanie. Zatem pytam – jaka jest inna opcja?

Może jedną z nich jest kierunek myślenia, który reprezentuje W.Cejrowski (?):

 

Podsumowanie ironiczne, z nutą cynizmu? A może obiektywne opisanie faktów?

Więc po co czytać 13 pięter?

Bo, że czytać, nie mam wątpliwości.

Ku pokrzepieniu serc z pewnością nie. Aby przeżyć katharsis? Wątpię. Aby zobaczyć, że ogromny tłum ludzi boryka się z podobnymi lub nawet większymi problemami? Po części. Aby szerzej otworzyć oczy i zobaczyć nieznaną, mroczną perspektywę? Z całą pewnością tak. Aby wyciągnąć własne wnioski? Owszem.

Ku inspiracji jak rozwiązać ten problem? Po części (chociażby, aby poznać jeden ze sposobów na zamieszkanie w tańszym, o wiele tańszym, niż ceny rynkowe, mieszkaniu). Niestety albo stety z racji zawodu i charakteru nie lubię siedzieć i narzekać. Tak, problem jest więc jesli nie ma widocznego rozwiązania, może warto, idąc  za słowami Hannibala – jeśli nie ma drogi to ją zbudować?

Jednak znów zdaję sobie sprawę, że nie każdy jest przebojowy i przedsiębiorczy aby to zrobić. Jednak wierzę w Polaków. Bo jeśli sami sobie nie pomożemy – co czeka kolejne pokolenia?

Może powinna powstać też kolejna publikacja o tym, co zrobić aby mieć lokum bez kredytu i bez spadków? Z całą pewnością.  Już można znaleźć w sieci informacje o budowaniu kontenerowym, domach na kółkach czy innych glinianych konstrukcjach. Nie wierzę w polityczne obietnice i zmiany.Wierzę w Nas, wierzę w siebie.  Bo co więcej nam pozostaje?

***

Książkę otrzymałam od firmy Virtualo. Możecie ją kupić ze zniżką 20% i przeczytać w formatach ebooka, epub i mobi.

Komentarze

comments

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

2 Komentarzy(e)

  1. Aneta pisze:

    To fakt mieszkanie to długoterminowa inwestycja na lata „całe życie na kredycie” jak mawiają niektórzy. Jest coś takiego jak MdM troszkę jednak łatwiej.

    • MałGocha Książki Rządzą pisze:

      @Aneta Tak MdM… O tym też znajdziesz informacje w książce… Wszystko ma dwie strony, dwa końce, czy jak kto woli :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge